VEGAN CLAFOUTIS

Clafoutis, czyli co się stanie kiedy zalejesz swoje ulubione owoce ciastem naleśnikowym?

Ile ciast naleśnikowych na świecie, tyle odmian clafoutis do tej pory powstało. Deser szybki i uwielbiany przez wszystkich Francuzów, jakich spotkałam w swoim życiu. Prosto i przyjemnie. Najbliżej mu do naleśnika biszkoptowego i świetnie prezentuje się w małych formach ceramicznych.

Co jednak zrobić, kiedy chcesz by mogli po niego sięgnąć wszyscy Twoi najbliżsi? To jedyny deser na urodzinowym stole, który skosztują koleżanki weganki oraz te trzymające się diety bezglutenowej.

Oto i on: przepis na clafoutis dla każdego, mocno owocowy, rozpływający się w ustach i równie prosty do przygotowania co przepis oryginalny. To puszysta chmura, która pozwala zapomnieć o całym świecie nietolerancji.

CLAFOUTIS for everyone / dla każdego

bez glutenu / bez mleka / bez jajek
Przepis na 3 formy/kokilki o średnicy 8 cm

2 łyżki mąki migdałowej
3 łyżki mąki z tapioki
1 łyżka proszku do pieczenia bezglutenowego
2-4 łyżki cukru trzcinowego

2 łyżki tahini
½ szklanki mleka ryżowego (lub innego mleka roślinnego gf)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka skórki cytrynowej

1 szklanka mrożonych malin (lub świeżych owoców sezonowych – pełna dowolność)
W misce zmieszaj ze sobą mąkę, proszek do pieczenia i cukier.
Następnie dodaj tahini, mleko roślinne, ekstrakt waniliowy i skórkę cytrynową.
Energicznie mieszaj ze sobą składniki widelcem i odstaw na 3 minuty.
W tym czasie wysmaruj formy bezzapachowym olejem i ułóż na dnie mrożone owoce.
Zalej przygotowanym ciastem. Piecz 15-18 minut w piekarniku nastawionym na 190 stopni Celsjusza (bez termoobiegu). Po upływie czasu pieczenia pozostaw clafoutis w piekarniku na kolejne 5 minut przy uchylonych drzwiczkach (zanim wyjmiesz formy na blat), a następnie pozostaw do ostygnięcia. Clafoutis lekko jeszcze ciepłe smakują najlepiej.

TIPS:
– ilość cukru zależy od preferencji oraz od tego, czy mleko roślinne, jakiego używasz jest słodzone (ja w swoim przepisie użyłam słodzonego mleka, dlatego dodałam jedynie 2 łyżki cukru)
– na wierzchu można dodać płatki migdałowe dla chrupkości.

cof

 

QUICK GREEN | PROSTA SHAKSHUKA

Wyznawcy tradycyjnej shakshuki pewnie mogą potraktować ten przepis za nieporozumienie. Niemniej uważam, że nie ma szybszego obiadu do przygotowania po długim dniu spędzonym przed komputerem w pracy. To nie czas na długie oczekiwanie, krojenie i podpiekanie. To moment na podjadanie prosto z patelni, tego co ukoi zmysły. Prawdziwa eksplozja umami.

QUICK GREEN SHAKSHUKA
przepis na 1 porcję

1 łyżka oliwy z oliwek
½ czerwonej cebuli
1 duży ząbek czosnku
½ małej cukinii
4 duże garście świeżego szpinaku
½ szklanki passaty pomidorowej
2 łyżki kremowego serka koziego (lub innego wegańskiego o śmietankowym smaku)
¼ awokado
tortilla pełnoziarnista

szczypta płatków chili
szczypta cukru
opcjonalnie pasta harrisa*
¼ łyżeczki wędzonej papryki
½ łyżeczki kminu
1 łyżka świeżej kolendry
sól i pieprz do smaku

Na patelni rozgrzej oliwę i smaż na średnim ogniu pokrojoną na duże piórka czerwoną cebulę przez 5 minut, podlewając odrobiną wody. Następnie zmniejsz ogień dodaj czosnek, szpinak i smaż przez chwilę jak zmniejszy objętość. Kolejno dodaj cukinię pokrojoną na cienkie plastry, passatę oraz wszystkie przyprawy. Przemieszaj delikatnie i pozostaw na małym ogniu na następne 3 minuty.

Odsuń warzywa na brzegi patelni i wbij ostrożnie dwa jaka (zerówki). Kremowy serek rozłóż równomiernie na warzywa i smaż pod przykryciem na małym ogniu przez 5 minut. Kiedy jajka się zetną tak jak lubisz danie będzie gotowe.

Podawaj z pokrojonym na plastry awokado i ogrzaną na suchej patelni tortillą.

*Harrisa która stosuje jest bardzo ostra, a mi wiele nie trzeba by nazwać potrawę ostrą – dlatego dodaje jej naprawdę odrobinę na czubku noża

Processed with VSCO with p8 preset

DYNIA NADZIEWANA | STUFFING PUMPKIN

Sezon na dynie obezwładnia, są teraz wszędzie!
Najpiękniejsze są te najmniejsze, które aż żal przekrawać na pół, obierać, miksować na kremy oraz szatkować na kawałki.
A gdyby tak pozostawić je w całości i pozostawić w swym pięknym kształcie jako naczynie z dowolnie pasującym nadzieniem, które podczas nabierania pozwoli odkrajać miękki miąższ dyni?Istna rozkosz!
Cudowny przepis do dowolnego rozwijania wedle własnych preferencji smakowych, dla mięsnych, jak i wegańskich podniebień

Podstawa:
4 małe dynie hokkaido
1 łyżka oliwy
sól

Nadzienie wegetariańskie:
½ puszki gotowanej ciecierzycy
500 g kurek
½ puszki mleka kokosowego z puszki
2 szalotki
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka żółtego curry (pasta)
1 łyżeczka kurkumy
½ limonki
4 liście kafiru
1 pomidor  bez skóry
1 łyżka mąki kokosowej

Nadzienie mięsne:
400 g mielonej piersi z indyka
1 zielona papryka
½ puszki pomidorów krojonych z puszki (dobrej jakości bio)
¼ puszki mleka kokosowego z puszki
świeży tymianek
1 łyżka sosu Worcestershire
2 łyżki sosu sojowego
4 dymki
pieprz, wędzona papryka, chili i sól do smaku

Utnij górę dyni na takiej wysokości, by móc dostać się do środka. Łyżką wyjmij nasiona i wyczyść dokładnie.. Natrzyj odrobiną oliwy w środku i oprósz solą. Wstaw w brytfance otwarte dynie do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 20 minut. W międzyczasie przygotuj nadzienie.

Wegetariańskie:
Na oliwie kokosowej usmaż na małym ogniu pokrojoną w piórka szalotkę przez około 5 minut, a następnie dodaj posiekany czosnek, pastę curry, liście kafiru oraz kurkumę i smaż przez kolejne 2 minuty. Następnie dodaj umyte kurki (pozostaw w całości bez krojenia) i duś przez 10 minut. Gdy już zmniejszą swoją objętość, dodaj mleko kokosowe, cierzycę i gotuj przez następne 5 minut. Na zakończenie wyjmij suszone liście kafiru, dodaj łyżkę mąki kokosowej i gotuj ostatnie 2 minuty. Dodaj sól, pieprz i sok z połowy limonki do smaku.

Mięsne:
Na oliwie rzepakowej podsmaż na małym ogniu pokrojone dymki przez 5 minut, następnie dodaj czosnek na 1 minutę, by pozostawił smak na patelni i dołóż mięso. Smaż przez 8 minut, a następnie dodaj pokroją na grubą kostkę paprykę i pozostałe składniki (z wyjątkiem świeżego tymianku). Duś przez 10 minut na patelni, wyłącz ogień i wrzuć pokrojone 2 łyżki tymianku. Dopraw wędzoną paryką i chili do smaku.

Nadziej dynie przygotowanymi miksturami, przykryj górę uciętą wcześniej częścią i piecz w piekarniku przez 20 minut w temperaturze 190 stopni.

Połóż na stole w całości tak, by każdy mógł mieć radość zdobywania kolejnej porcji sięgając coraz głębiej do wnętrza dyni. Podawaj najlepiej z ryżem i mocno aromatycznym chutney z gruszki lub cebuli.

 

 

BEAUTY & SPA

Idea piękna – kanon piękna – proporcje – pragnienie – wzniosłość – zaspokojenie. Podążając za starożytną ideą śledzoną przez Umberto Eco w Historii Piękna:

Wydaje się, że w tym znaczeniu piękne równa się temu, co dobre, i w istocie w wielu epokach zakładano ścisły związek pomiędzy pięknem i dobrem

Cykliczne spotkania w kobiecym (jak na razie) gronie pod hasłem: Beauty & Spa, zostały wpisane na stałe do kalendarza jako czas upiększania ciała w atmosferze wzajemnego wsparcia, akceptacji i pomocy. Pretekst do czynienia dobra? Sposób na odżywianie ciała prostym jedzeniem i bogactwem rozmowy. Platon na pewno by się ze mną nie zgodził, piękno ciała leży daleko od prawdy rozumu. Tym niemniej wysoki poziom endorfin, jaki odżywia ciała uczestniczek spotkań jest niepodważalny. Ten obezwładniający zapach farby do włosów, lakieru do paznokci oraz ograniczona maseczkami mimika twarzy, masuje wewnętrzne organy śmiechem i radością w najzdrowszej postaci.  Czyż to nie idealna rozwiniecie hasła –  eat together & gather positive vibes?

Mam nadzieję, że po tym wstępie nie brak Ci motywacji, by jak najszybciej zorganizować spotkanie pod hasłem: Beauty & Spa we własnym domu.

Usiądź i przeczytaj TOP 3:

  1. Takie spotkanie zazwyczaj jest możliwe do zorganizowania w ciągu tygodnia, bo wówczas jest większa szansa, że uda się zebrać całą grupę cudownych kobiet.
  2. Nie panikuj, zaplanuj proste menu i rozdziel produkty. Jako gospodyni raczej nie pomalujesz sobie paznokci, ale oprócz tego nie ominą Cię inne etapy upiększania.
  3. Po Twojej stronie jest menu i przygotowanie domu, dlatego nie ma nic złego jeśli cudowność kremów i masek odżywiających pozostawisz do przyniesienia swoim gościom. Najważniejsze, czym obdarowujesz swoich gości to czas na tę pozytywną moc zabiegów odkładanych zazwyczaj na później.

MENU

Zainspirowane jesiennym wydaniem KUKBUKA: proste, doceniające produkty sezonowe i pyszne same w sobie.

Chipsy z selera:
– dość szybkie w przygotowaniu,
– cienkie plastry do przygotowania na mandolinie i obtoczenia w 1 łyżce oliwy rzepakowej,
– piecz na termoobiegu w temp 200 stopni przez 10 minut, a następnie zmniejsz temperaturę do 180 stopni i piecz przez kolejne 5-10 minut (do podania od razu).

Serek wegański ze szczypiorkiem:
– przepis w zakładce RECIPES,
– na bazie tofu i orzechów nerkowca, podany w akompaniamencie bagietki znika od razu.

Szprotki wędzone:
– do kupienia i wyjęcia na talerz, wzbudzą sensacje i przyczynią się do wspomnień na temat przystawek na brydżowych stolikach.

Krakersy cytrynowe:
– ciasto francuskie do kupienia (można oczywiście spróbować zrobić własne, ale w ciągu tygodnia pracy to mało wykonalne),
– podzielić na kwadraty wielkości krakersów, nasmarować oliwą z sokiem cytryny, odrobiną skórki cytrynowej i solą,
– obraną cytrynę pociąć na cienkie plasterki ułożyć na cieście i udekorować małą gałązką tymianku,
– świetnie pasują do szprotek.

Oliwa szczypiorkowa:
– przepis w jesiennym KUKBUKU, świetnie pasują do chipsów z selera i kruchej bagietki.

Dynia Hokkaido pieczona w całości:
– przepis w zakładce RECIPES,
– wersja dla wegan z kurkami, ciecierzycą, mleczkiem kokosowym, liśćmi kafiru i odrobiną żółtej pasty curry,
– wersja dla mięsożerców z piersią z indyka, zieloną papryką i pomidorami,
– do podania z ryżem basmati i głośno chrupiącym jarmużem z piekarnika.

Biszkopt z kardamonem i gruszkami:
– przepis w jesiennym KUKBUKU,
– u mnie w wersji zdrowszej na miksie mąk żytniej z kasztanową nie urósł jak na okładce, ale z dodatkową ilością gruszek i gałką lodów waniliowych pozwolił odpłynąć w słodką niełaskę.

TABLE

Warto, by wyglądał pięknie, wyjątkowo i zgodnie z panującą aurą za oknem.
Piękne:

Starych elementów zastawy nie trzeba szukać na pchlim targu, czasami warto zajrzeć do piwnicy rodziców ze skarbami po starszych pokoleniach. Kamionkowe, masywne dzbany na wodę z wąską krótką szyją w charakterystycznych brunatnych kolorach, wyznaczają główny kierunek aranżacji stołu. Zestaw Jaś z Mirostowic, idealny do rozlania białej herbaty, a małe półmiski z wizerunkiem dowolnej rybki będą idealne do podania szprotek. Wysokie szklanki na napoje ze złotym elementem dekoracyjnym świetnie pasują do współczesnych złotych świeczników.

Wyjątkowe:
Kieliszki autorstwa Martyny Rychlik, stabilne, wyważone, na niskiej nóżce, idealne do czerwonego wina, które nie obawia się ciepła ręki. Wypożyczone specjalnie na tą okazję, sprawiły, że łyk wina stał się bardziej osobistym doznaniem.


Aura:
Kasztany zebrane po drodze, orzechy włoskie w łupinach przyniesione przez przyjaciółkę, winogrona działkowe na dłuższej gałązce wraz liśćmi, świece i lekkość unosząca się nad pozostałymi elementami białej gipsówki.

Menu przygotowane na złotej ramce z Homla, idealnie wpasuje się w ten klimat.

SCENARIO

W weekend  poprzedzający imprezę zrób zakupy i odwiedź piwnice lub strychy rodzinne niczym poszukiwacz skarbów. Na dzień przed przed babskim spotkaniem przygotuj aranżację stołu, dzięki temu będziesz miała czas nacieszyć się procesem tworzenia. Zajmij się też wtedy biszkoptem i roześlij listę produktów do przyniesienia wśród uczestniczek resortu SPA w Twoim domu.

Zgodnie z przedstawionym MENU, lista przedstawiała się następująco:
– lody waniliowe, 1l opakowanie,
– bagietki i żytni chleb z rodzynkami,
– chutney gruszkowy z dużą ilością cynamonu w wersji gotowej lub przygotowanej w domu (świetnie pasuje do dania z dynią),
– elementy stołu, np. winogrona z działki,
– herbata sypana o obezwładniającym zapachu,
– ryż basmati,
– napoje zgodnie z preferencją.
Po przyjściu do domu z pracy, zacznij przygotowania od stuffingu (farszu) do dyń. Zacznij od wersji wegetariańskiej, a następnie zajmij się mięsną. W tym czasie podpiecz wydrążone 4 małe dynie w piekarniku przez maksymalnie 20 minut. Wypełnij je przygotowanymi miksturami i piecz przez następne 15-20 minut. Uwaga: najlepiej najpierw piecz wersję wegetariańską, a następnie mięsną.

Przygotowane dynie odstaw w brytfance na bok, to będzie danie do odgrzania na spokojnie jak już goście będą w domu.
Następnie przygotuj oliwę szczypiorkową i odstaw, by nabrała zielonej mocy. Przygotuj serek wegański, przełóż do miseczki i wstaw do lodówki.

Do rozgrzanego już piekarnika wstaw krakersy cytrynowe z ciasta francuskiego i ułóż szprotki na stole. Kiedy goście zaczną się zbierać w domu, rozlej napoje i zajmij się przygotowanie chipsów z selera (ustaw timer by o nich nie zapomnieć w ferworze radosnej rozmowy).

Kiedy przystawki znikną, nastaw ryż do gotowania oraz włóż dynie do piekarnika nastawionego na 160 stopni do podgrzania razem z blachą z liśćmi jarmużu. Jeśli masz wystarczająco duży stół umieść dynie w centralnym punkcie wraz z osobną miską ryżu i chutney do podziału. Jeśli miejsca brakuje zaprezentuj piękne dynie, a następnie przygotuje osobne porcję w kokilkach pytając goście, którą wersję wolą.

Odżywione brzuchy są gotowe na serię upiększeń zewnętrznych. To idealny czas, by na chwilę zostawić stół wyłącznie z napojami i zając się farbowaniem odrostów, nakładaniem maseczek, malowaniem paznokci przy stoliku obok, a nawet podcinaniem końcówek, jeśli macie takie szczęście jak ja, mając fryzjerkę w drużynie.

Po przynajmniej jednej godzinie takich zabiegów jest duża szansa, że tzw. żołądki deserowe Twoich gości będą z radością oczekiwały kawałka biszkoptu z gałką lodów waniliowych i kubkiem herbaty.

Jedynym minusem takiego spotkania jest fakt, że za szybko się kończy. Roześmiane, bez makijażu, z nawilżaną skórą z trudnością około północy zorientujecie się, że następnego dnia trzeba iść do pracy. Ale ten czas spędzony razem jest całkowicie bezcenny i wart późniejszego niż zwykle położenia się spać.

Dajcie znać, jakie są Wasze sposoby na Beauty & Spa w domu i czy spróbujecie ten czas spędzić następnym razem w większym gronie.

 

#lunchbox: vegan carrot pasta

Pierwsze poważniejsze chłody za oknem. O poranku równo odmierzający czas licznik gazomierza, informuje, że już nie aura na gołą kostkę w drodze do pracy. Tęsknota za ciepłymi dniami jest wciąż bliska. Chłód sałatek w takie dni nie przekonuje. Jak połączyć świeży smak z rozgrzewającym posiłkiem. Pełna podziwu wobec słynnej wegańskiej Bolognes wedle Jodłonomii, przedstawiam moją odpowiedź na pierwsze jesienne piątkowe lunchboxy:

Makaron z marchewki z sosem pomidorowym, tofu i grzybowym aromatem

Grzybowe kulki:
2 łyżki zielonej soczewicy
5 suszonych grzybów
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżka otrębów owsianych
½ szklanki bulionu wegetariańskiego

Makaron
3 grube marchewki
ulubione świeże wieże zioła (u mnie bazylia i kolendra)
tofu o smaku bazyliowym

Sos:
½ puszki pomidorów w puszcze
1 dymka
1 ząbek czosnku
1 łyżka oleju
½ łyżki płatków drożdżowych
Sól, pieprz do smaku

 

Wszystkie składniki na grzybowe kulki, oprócz otrębów, umieść w rondelku i gotuj na małym ogniu pod przykryciem przez 25-30 min, do momentu kiedy soczewica będzie al dente.
Następnie zblenduj zawartość razem z łyżka otrębów. Powstałą masę  o Intensywna w smaku: dość twardą konsystencję uformuj w małe kulki (lub mniej formalne kształty)

Na patelni rozgrzej łyżkę oleju, smaż poszatkowaną dymkę przez 2 minuty a następnie dodaj czosnek pokrojony na cienkie plasterki na maksymalnie 1 dodatkową minutę. Dodaj sos pomidorowy zanim intensywny aromat czosnku zblednie. Pozostaw na 5 minut aż do otrzymania pożądanej konsystencji. Dopraw do smaku pieprzem i solą. Uwaga: Kulki grzybowe są dość słone – weź na to poprawkę.

Grube marchewki temperówka do warzyw ukręć na makaron. Makaron z marchewkę umieść w jednym pudelku razem z sosem pomidorowym oraz kulkami grzybowymi i posyp. Do osobnego pudełka włóż tofu i świeże zioła.
Makaron z sosem odgrzej w pracy, a następnie dodaj tofu i świeże zioła.

SIMPLE: very quick | bardzo szybkie risotto

porcja: 2 osoby
dieta:   bezglutenowa, bez nabiału, wegańska

Na szybki obiad, który doda energii, nie przytłoczy intensywnością, zwalczy szarość nieba i chłód zbliżającej się zimy proponuję przepis na bardzo szybkie risotto. Znam wielu speców od tego dania, ja nim niestety nigdy nie byłam. Brakowało mi cierpliwości do podlewania chochlą bulionu, warując przy kuchence. Dodatkowo nie miałam ochoty na dodawanie pół kostki masła ani śmietany.

Zależało mi na uzyskaniu odpowiedniej konsystencji przy możliwe najmniejszym nadmiarze pracy.

. Włosi uznają mnie za heretyka, ale dla mnie tym rozwiązaniem okazała się zmiana ryżu arborio na ryż do sushi, który przygotowuje się szybciej i nabiera kremowej konsystencji  bez potrzeby zwiększania ilości tłuszczu w potrawie. Dodatkowo zapożyczenie z tajskiej kuchni liścia kafiru, który doda lekkiego cytrynowego zapachu i posmaku, okazało się gwarantem sukcesu.

½ szklanki ryżu do sushi (dowolnego)
1 ½ – 2 szklanki bulionu wegetariańskiego
3 dymki
6 pieczarek
¼ szklanki suszonych grzybów (borowiki)
1 suszony liść kafiru
¼ szklanki białego wina
1 łyżeczka oleju kokosowego
1 łyżka oliwy
1 łyżka masła
2 łyżki płatków drożdżowych
natka pietruszki do dekoracji
sól, pieprz do smaku

Zalej suszone grzyby i liść kafiru 1½ szklanki gorącego bulion wegetariańskiego.

Umyj pieczarki, dokładnie wytrzyj ręcznikiem papierowym i smaż przez 5 minut na 1 łyżeczce oleju kokosowego, staraj się nie mieszać grzybów na patelni. Odłóż grzyby do miseczki.

Na tej samej patelni podsmaż na oliwie dymkę przez 3 minuty, a następnie dodaj ryż i smaż na małym ogniu przez następne 3 minuty, cały czas mieszając. Dodaj wino i zwiększ ogień. Kiedy prawie całe wino odparuje, dodaj 1 szklankę mieszanki bulionu i suszonych grzybów. Zmniejsz ogień i pozostaw pod przykrywką na małym ogniu na 10 minut.

Po tym czasie dodaj pozostałą cześć bulionu, wcześniej usmażone pieczarki i ponownie pozostaw pod przykrywką na małym ogniu na 10 minut. Po tym czasie sprawdź konsystencję, możesz jeszcze podlać wodą i zostawić na kolejne 5 minut, jeśli risotto nie jest jeszcze odpowiednio klejące. Dodaj płatki drożdżowe, sól, pieprz i opcjonalnie łyżeczkę masła do smaku. Serwuj z natką pietruszki.

 

być może … / that may be my place in Warsaw

Warszawa jest przepełniona kawiarniami, restauracjami, bistrami. Nie tak trudno znaleźć miejsce by przysiąc na kawę, kromkę świeżego pieczywa lub kieliszek wina. Gorzej jednak o miejsce, w którym poczujesz się nie jak intruz, który nawiedza stolicę niczym przybysz pozbawiony świadomości, tego co modne i wymagane. Tym bardziej cieszy mnie fakt, iż na Placu Unii Lubelskiej znajduje się bistro BYĆ MOŻE… @bycmozewarszawa
Dobra akustyka tej industrialnej przestrzeni powoduje, że nie czujesz się jakbyś wpadł do studni skotłowanej głośnymi rozmowami, lecz przy cichej jazzowej muzyce możesz rozmawiać subtelnie, lub popracować przez chwil przy komputerze zamaczając świetną bagietkę w kawie (typ prosto z Lyonu).
Dania pachnące kuchnią francuską i włoską posilają w porze lunchu tłoczących się klientów. Jednak jeśli szukasz trochę ciszy od zgiełku i zimnych alei stolicy, najlepiej pojawić się w bistro ok 16:00. Jestem osobą, która przywiązuje się do miejsc w miastach jakie odwiedzam a bistro BYĆ MOŻE… ma ogromne szanse zostać moim miejscem, do którego będę powracać i odnajdywać się bez większych problemów.

 

 

 

 

Kuskus z fasolką mung, karmelizowaną marchewką i tofu

Połączenie kminku, kminu oraz nasion kopru włoskiego bez wątpienia prowadzi na Bliski Wschód, ale w moim przypadku do Yotam Ottolenghiego – jego książki kucharskie oddychają pełną piersią, ściągane z półek wielokrotnie, przewracane, wertowane, z zagiętymi rogami, gościnnymi karteczkami i odciskami linii papilarnych pachnących kurkumą i cynamonem. Przepis na połączenie fasolki mung i karmelizowanej marchewki pochodzi  z książki kucharskiej Cała Obfitość i stał się inspiracją do kuskusu, który świetnie sprawdzi się na imprezie urodzinowej organizowanej w domu lub w wersji piknikowej.

The combination of caraway, cumin and fennel seeds certainly leads to the Middle East, but in my case to Yotam Ottolenghi – his cookbooks breathe full breast, pulled from the shelves repeatedly, turned over, browsed, with bent corners, guest notes and stamped tumeric and cinnamon fingerprints. The recipe for a combination of mung beans and caramelized carrot comes from cookery book PLENTY MORE @ottolenghi and has become an inspiration for couscous, which will be perfect for a birthday party organized at home or in a picnic version, welcome by all guests – vegan too.

Couscous with mung beans, caramelized carrot and tofu

100 g suszonej zielonej fasolki mung
2 szalotki
1 łyżeczka kminu
1 łyżeczka kminku
1 łyżeczka nasion kopru włoskiego
2 ząbki czosnku
3 łyżki oliwi z oliwek
 
3 duże marchewki
szczypta cynamony, czerwonego pieprzu & płatków chili
1 łyżeczka syropy z agawy
½ łyżeczki soli

120 g kuskusu razowego
3 suszone pomidory
130 ml buliony wegetariańskiego
½ pęczka mięty
½ pęczka koperku
½ pęczku kolendry
½  pęczka natki pietruszki
3 łyżki oliwy z oliwek

1 łodyga selera naciowego
180 g opakowanie tofu  (1 całe opakowanie – ja używam o smaku bazyliowym)
2 dymki
2 łyżki białego octu winnego
skórka otarta z jednej cytryny
sól (wedle uznania)
3 łyżki suszonych wiśni

 
Wsyp kuskus do miski, dodaj pokroje suszone pomidory i zalej bulionem. Przykryj i odstaw do napęcznienia na 15 minut. Po tym czasie wymieszaj widelcem i odstaw na 30 min do przestygnięcia
Świeże zioła zmiksuj w malakserze bardzo krótko ok 30s, następnie dodaj oliwę i włącz miksowanie tylko na parę sekund. Kiedy kuskus przestygnie dodaj zioła i wymieszaj

Zalej fasolkę wrząca wodą i gotuj przez 20-25 min.
Kiedy fasolka się gotuje pokrój marchewkę w małe słupki. Na patelni rozgrzej oliwę i wrzuć marchewki oraz cynamon, sól, czerwony pieprz, płatki chili i syrop z agawy. Na średnim ogniu smaż przez 3 minuty, a następnie zalej 100 ml wody i zmniejsz ogień. Zostaw na wolnym gotowaniu przez 8 minut.
Po tym czasie przełóż marchewkę do dużej miski, zdejmij dokładnie wszystkie dobroci z patelni.

W międzyczasie odcedź ugotowaną fasolkę. Na patelni rozgrzej 3 łyżki oliwy, zmniejsz ogień i dodaj czosnek, kmin, kminek i nasiona kopru, pozostaw na 2 minuty. Następnie dodaj posiekaną szalotkę i smaż przez kolejne 3 minuty. Wyłącz ogień i wrzuć na patelnię ugotowaną fasolkę. Wszystko dokładnie wymieszaj i przełóż do miski z marchewką.

Do miski z fasolką i marchewką dodaj kuskus, pokrojone tofu, dymkę i seler naciowy oraz pozostałe składniki. Wymieszaj dokładnie i gotowe.

September Plum Torte

Kiedy myślę o zapachu, który kojarzy się z nieuchronnym czasem gromadzenia się w ciepłych domach zamiast w kawiarnianych ogródkach oraz przynosi mi w kuchni ukojenie – bez wątpienia jest to woń ciepłych pieczonych śliwek. Ma moc łagodzenia melancholii po minionym lecie i perspektywy coraz krótszych dni przed nami.

Kiedy Marian Burros, wieloletnia autorka kolumny poświęconej jedzeniu w „The New York Times”, po raz pierwszy napisała o cieście śliwkowym we wrześniu 1983 r., nikt nie spodziewał się, że stanie się najczęściej wyszukiwanym przepisem i jednym z najbardziej ukochanych w historii gazety.

W The NYT pojawił się bez fanfar, umiejscowiony w dolnym rogu strony, towarzysząc krótkiemu raportowi o nadchodzącym sezonie na włoskie śliwki. Pewnie temu zawdzięcza swoją włosko brzmiącą nazwę „plum torte”. Mając zaledwie osiem składników i prosty przebieg przygotowania, nie wydawało się, że ma zadatki na tak ogromny bestseller. Jednak po tym wydaniu, gazeta otrzymała tak wiele próśb o przepis na ciasto, że redaktorzy postanowili przedrukować go w następnym roku oraz w kolejnym, aż artykuł zaczął się zadomawiać w przestrzeni kultu i tradycji. Do tego stopnia, że kiedy w 1989 roku zaktualizowano wersję (trzy czwarte kubka cukru, a nie pełną filiżankę) z linią przerywaną, zachęcając czytelników do wycięcia przepisu i zachowania na następne lata, podniósł się bunt czytelników postawionych w obliczu świętokradztwa.

Stało się jasne, że The NYT już zawsze będzie poświęcał całą stronę (a nie tylko dół kolumny) na przypomnienie oryginalnego przepisu i otwartą dyskusję na temat możliwych najlepszych nowych wariacji przepisu.

Choć to szaleństwo, lecz jest w nim metoda.
Though this be madness, yet there’s method in’t.  Hamlet, Szekspir

Choć szaleństwem są tak długie polemiki na temat ciasta śliwkowego, okazały się one niezawodną metodą na ratunek od wrześniowych szarych dni. Moja wariacja na temat „plum torte” zawiera jeszcze mniej cukru niż sławetna aktualizacja z roku 89’

Purple Plum Torte

¼ szklanki mąki orkiszowej
¼ szklanki mąki ryżowej
¼ szklanki maki kukurydzianej
½  szklanki cukru trzcinowego
1/2 szklanki miękkiego masła (ok 85 g)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
ewentualnie szczypta soli

3 jajka
12 fioletowych śliwek (węgierek),
1 łyżka cukru trzcinowego,
2 łyżeczki soku z cytryny (opcjonalnie)
1 łyżeczka cynamonu
½ łyżeczki gałki muszkatołowej

1. Rozgrzej piekarnik do 180 C
2. Cukier i masło ucieraj na jednolitą masę. Dodaj przesianą mąkę, proszek do pieczenia, sól i jajka i ucieraj wszystko, aż masa stanie się puszysta i jednolita.
3. Dodaj mąkę, proszek do pieczenia, jajka, gałkę muszkatołową (i sól)  i ucieraj dalej, aż masa stanie się puszysta
4. Ciasto/mieszaninę wyłóż do torownicy (najlepiej o średnicy 22 cm) wysmarowanej masłem. Przykryj ciasto połówkami śliwek, skórką do dołu.
5. Posyp cukrem i skrop sokiem z cytryny. Posyp cynamonem.
6. Włóż do nagrzanego piekarnika i piecz ok. 45 minut

TIPS:

– ciasto na zdjęciu zostało upieczone w tortownicy o średnicy 18 cm, co sprawiło, że śliwki ukryły się pod powierzchnią ciasta, koniecznie warto poszukać większej
– nie obawiaj się ułożyć na powierzchni ciasta śliwki ciasno koło siebie
– na tortownicę 22 cm samo ciasto pokryje dół tortownicy niską warstwą, tak ma być
– najlepiej smakuje wciąż jeszcze ciepłe z jogurtem kokosowym lub sojowym

oda bistro – get to know your neighbours

Kiedy wprowadzasz się do nowego miejsca i postanawiasz zaprosić znajomych na parapetówkę, nagle przypominasz sobie o sąsiadach. Tak, istnieją – dosłownie za ścianą. Pukasz do drzwi, by uprzedzić o imprezie. Mało kto Ci je otwiera, jeśli masz szczęście, jak ja, trafiasz na jedną przychylną i uśmiechniętą osobę. Reszta ma raczej zażenowaną minę, a ty czujesz się jakbyś już przeszkadzała, chociaż goście jeszcze się nie zjawili. Mija rok. Mówisz grzecznie dzień dobry na klatce schodowej, choć nie jesteś pewien, czy to Twój sąsiad, czy gość odwiedzający sąsiada. Staram się z całych sił rozbijać te transparentne membrany sformułowań „nie wypada?”, „nie przeszkadzaj?” i być uważna na historie które (dosłownie) mijają i spotykają nas codziennie.

Tydzień temu bardzo ważna i wyczekiwana przestrzeń w moim najbliższym sąsiedztwie otworzyła drzwi po raz pierwszy. Nowi rezydenci na gastronomicznej mapie wrocławskiego Nadoodrza, oda bistro. W miejscu, w którym wcześniej zamieszkiwały Dobra Karma i odKoochni, ale niestety nie zagościły na dłużej. Przez całe upalne lato, pomimo trwającego remontu, można było dostrzec drobny uśmiech i przychylność właścicieli zaangażowanych w ten ważny moment metamorfozy. I taką właśnie przychylność czuć od progu ody bistro: wchodzisz do środka i czujesz się zadbany, czujesz, że jesteś na swoim miejscu

Nie jest problemem, że przychodzisz w pojedynkę, od razu dostrzegasz świetny stolik przy barze,

gdzie właściciele zagadują i dają się zagadywać. Miejsce to jest idealnym punktem obserwacyjnym na bochenki wypiekanego na miejscu chleba, a także szefów kuchni serwujących potrawy.

To wszystko pozwala z całkowitym zaufaniem zagłębić się w MENU pełne niuansów, sezonowych produktów i skarbów od lokalnych producentów. Choć rewelacyjna propozycja menu degustacyjnego w świetnej cenie (50 pln) kusi, wyzwaniem, okazała się dla mnie wołowina krzyżowa z grillowaną sałatą rzymską, okraszona pistacjami. Przepyszne i zrównoważone danie, do którego z chęcią wrócę, zostawiło skrawek miejsca na intrygujący deser. Głęboka miska skrywała na dnie lody kukurydziane z karmelizowanym popcornem.

Nowy wystrój lokalu w nieobojętny sposób przeniósł restaurację z chłodu skandynawskiego designu do grafitu nagrzanego słońcem kamienia.

Oda bistro w nieobojętny sposób zachęca do wspólnego ucztowania.

Nie mogę się doczekać wypróbowania kolejnych pozycji z menu i dzielenia się tym miejscem z bliskimi.