Grand Café TOULOUSE

Grand Café Le Florida

Podobno jaki pierwszy dzień roku, taki sam cały następny rok. Nie zawsze to możliwe, ale zawsze mi zależało by obudzić się tego dnia ze świeżą głową 😊 Wstać nie za późno i cieszyć jego każdą chwilą. Spacer po uśpionych, zatopionych we mgle ulicach Tuluzy był dość rześkim początkiem, ale wartym lekko zmarzniętych dłoni.

Po wkroczeniu na przepastny Place du Capitole, nie sposób się powstrzymać by wstąpić do jednej z nielicznych otwartych kawiarni. Grand Cafe Le Florida usytuowana pod najsłynniejszą z arkad w mieście, dokładnie naprzeciwko Capitol (ratusza i opery), to nie tylko kawiarnia czy brasseria, ale instytucja. To miejsce, gdzie spotykali się hiszpańscy uchodźcy, studenci, a następnie przedstawiciele władz miasta oraz artyści. Ostoja tradycji, w atmosferze „Belle Epoque”  od 1874 roku jest głównym miejsce spotkań: prywatnych-śniadaniowych, biznesowych-lunchowych, grupowych-obiadowych. Bez wątpienia jest miejscem również licznie odwiedzanym przez turystów, ale wciąż kawa wypita pod lustrami ołowianymi, namalowanymi przez L. Bordieu smakuje jakoś inaczej, bardziej dostojnie.

Spiralne schody, murale i wyszukane dekoracje z epoki towarzyszą tradycyjnemu śniadaniu. Prostota na talerzu i brak zbędnych dekoracji. To miejsce w którym można na chwilę przenieść się w czasie. Warto zajrzeć, choćby na chwilę.

Tapas serwowane są przez cały dzień, każdego dnia tygodnia (7/7).
Brasserie i Taras na Florydzie są czynne każdego dnia przez cały rok.
12, Place du Capitole – 31000 Toulouse

 

być może … / that may be my place in Warsaw

Warszawa jest przepełniona kawiarniami, restauracjami, bistrami. Nie tak trudno znaleźć miejsce by przysiąc na kawę, kromkę świeżego pieczywa lub kieliszek wina. Gorzej jednak o miejsce, w którym poczujesz się nie jak intruz, który nawiedza stolicę niczym przybysz pozbawiony świadomości, tego co modne i wymagane. Tym bardziej cieszy mnie fakt, iż na Placu Unii Lubelskiej znajduje się bistro BYĆ MOŻE… @bycmozewarszawa
Dobra akustyka tej industrialnej przestrzeni powoduje, że nie czujesz się jakbyś wpadł do studni skotłowanej głośnymi rozmowami, lecz przy cichej jazzowej muzyce możesz rozmawiać subtelnie, lub popracować przez chwil przy komputerze zamaczając świetną bagietkę w kawie (typ prosto z Lyonu).
Dania pachnące kuchnią francuską i włoską posilają w porze lunchu tłoczących się klientów. Jednak jeśli szukasz trochę ciszy od zgiełku i zimnych alei stolicy, najlepiej pojawić się w bistro ok 16:00. Jestem osobą, która przywiązuje się do miejsc w miastach jakie odwiedzam a bistro BYĆ MOŻE… ma ogromne szanse zostać moim miejscem, do którego będę powracać i odnajdywać się bez większych problemów.